Lekcja samodzielnego myślenia. Chyba warto słuchać starszych

"Dojdę tędy na 141?" – zapytał mnie przed kilkoma dniami starszy pan. "Proszę chwilkę poczekać" – odpowiedziałem i od razu wyjąłem telefon, żeby sprawdzić trasę autobusu. "Niech pan z tym nie przesadza – powiedział staruszek, wskazując na telefon – to ogłupia. Dziewczyna pana rzuci". Uśmiechnął się i ruszył przed siebie, nie czekając na moją odpowiedź.

Zgłupieję i mnie rzuci? Nieważne. Nie zdążyłem zapytać, co miał na myśli. Smartfony na pewno trochę uzależniają, ale o tym, czy one i Internet rzeczywiście ogłupiają, przekonamy się za kilka lat, gdy nowe rozwiązania nieco okrzepną i mądre głowy zaczną badać temat, mając wystarczająco dużo danych. Teraz wyniki doświadczeń mogą być alarmujące, ale trudno analizować proces, który rozpoczął się całkiem niedawno.

Zaniepokoiło mnie coś zupełnie innego: sam sobie przestaję ufać.

Na Saskiej Kępie mieszkam od niedawna, ale od czasu do czasu jeżdżę 141 i doskonale wiem, jak przebiega trasa tego autobusu. Mimo to zamiast od razu odpowiedzieć staruszkowi, postanowiłem wyjąć telefon z kieszeni, odblokować go (w HTC One max nie zawsze jest to proste), włączyć aplikację i wyszukać dane.

Z innymi rzeczami jest podobnie. Obcojęzyczne słowa dla pewności sprawdzam w słowniku w telefonie. Hasła potwierdzające dla świętego spokoju kopiuję z SMS-ów i wklejam do formularzy, choć zapamiętanie kilku cyfr nie jest przesadnym obciążeniem dla szarych komórek.

Dostęp do informacji jest teraz tak prosty, że przestałem ufać – do niedawna niezastąpionej – pamięci. Wcale nie dlatego, że stała się bardziej zawodna; funkcjonuje pewnie tak samo jak kiedyś. Korzystanie z niej wiąże się jednak z samodzielnym decydowaniem.

Odpowiedzialność kojarzy się z wielkimi rzeczami, ale przecież dotyczy absolutnie każdej sytuacji, w której od naszych wyborów zależy ewentualny sukces lub porażka. Mam wrażenie, że zarówno w tych małych, jak i dużych sprawach coraz częściej chowamy się za technologią, by nie ryzykować.

A jeśli źle zapamiętałem drogę i starszy pan nie dojdzie na autobus? A jeśli nie zapamiętałem hasła i będę musiał sprawdzać je drugi raz? A jeśli to słowo ma inne znaczenie i palnę głupotę przy znajomych? Sprawdzając informacje w telefonie, nie podejmujemy ryzyka, więc nie grozi nam porażka, ale nie ma też szans na nagrodę.

Pewnie wszyscy tak mamy: każdy, nawet najmniejszy sukces nagradzany jest proporcjonalną dawką endorfiny (lub innego wesołego hormonu). Dobre decyzje są więc dobre także dlatego, że fajnie się po nich czujemy. Satysfakcję daje pierwsza samodzielna wymiana akumulatora w samochodzie, ale także rozwiązanie zadania z matematyki z ćwiczeniówki szóstoklasisty (i to niemałą w wypadku osób, które mówią o sobie: humaniści).

Zobacz również: Pierwsze wrażenia: Asus Transformer

Niechęć do podejmowania decyzji może skutkować mniejszą motywacją do działania i intelektualną biernością, a z bierności nigdy nie wynika nic dobrego.

Ci, którzy biją na alarm w obawie przed technologią, która zastępuje pamięć, przesadzają. Pamięć jest tylko narzędziem i nie ma większego znaczenia, czy wzór na objętość stożka przywołam z głowy czy sprawdzę w Sieci. O ile oczywiście wiem, jak z niego skorzystać. Zdecydowanie bardziej obawiałbym się uchylania przed odpowiedzialnością i podejmowaniem decyzji. Nadużywanie technologii może prowadzić do niesamodzielności: po co używać rozumu, skoro w kilka sekund można mieć odpowiedź na każde pytanie.

To gorsze od głupoty, bo człowiek rodzi się głupi i nic na to nie może poradzić. Niesamodzielny intelektualnie może stać się w każdej chwili.

OK, wiązanie ciągłego szukania potwierdzenia informacji w Internecie z niesamodzielnością intelektualną może wyglądać jak teorie z filmów Maxa Kolonko:

Coś jednak jest na rzeczy i nie tylko ja wspomagam się technologią w chwilach, gdy nie jest to konieczne. Tematem zainteresowali się także naukowcy. Tym oraz innymi zagadnieniami powiązanymi z wpływem technologii na mózg zajmuje się między innymi Nicholas Carr. Zainteresowanych odsyłam do jego publikacji. Carr nie jest wielkim optymistą, dlatego na zakończenie przywołam myśl Gary'ego Smalla, autora "Your Brain On Google": "Jeśli będziemy zdawać sobie sprawę z zagrożenia, możemy cofnąć się znad mentalnej przepaści. Mózg może sam wszystko naprawić, jeśli zna przyczynę problemu".

Tak więc od dzisiaj mniej aplikacji i więcej samodzielnego myślenia. Trzeba słuchać starszych.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Technologie:

Jak prasa pisała o Internecie w 1988 roku? Tajny projekt NASA: dlaczego rozsypano w Kosmosie miliony miedzianych igieł? Demony są z telefonu, a Internet to zły świat równoległy Poznaj sprzęty AGD z przyszłości. Sprawią, że wszyscy pokochamy gotowanie i sprzątanie Gdyby YouTube był telewizją, byłby bogatą telewizją Dlaczego zablokowałeś ciasteczka? – zapytał terminator Google’a, łypiąc groźnie kamerą XYZ: Rewolucyjna technika maszyn matematycznych dociera do Polski [Bajty z brodą] Co za głupota! Polacy wrzucają na Instagram zdjęcia dokumentów i kart płatniczych Ciężko być fanem cyfrowej dystrybucji Smartfon jak desktop. Chciałbyś samodzielnie złożyć swój telefon? Jest taka firma, w której wszyscy chcieliby pracować. Nie, wcale nie Google! 8 cali, KitKat i nie jest to Nexus! Ponad sto tysięcy Polaków ogląda „piracką telewizję”. Bo legalnej alternatywy nie ma Oglądasz RedTube? Uważaj, prawnicy już polują Anatomia plotki, czyli fakty kontra media. Dotacje na krowy z FarmVille? To bzdura! Jak długo wytrzymasz bez smartfona? Niedługo. Bardzo niedługo Nie będziesz Leonardem da Vinci! Polska maska NeuroOn okiem krytyka Przyszłość mediów: upadek czy wzlot? Radujący drążek [Bajty z brodą] 5 rzeczy, za które pokochałem małe tablety 10 rzeczy, które zmieniłbym w nadchodzącym iOS 8. Masz dość odpowiadania na Facebooku? Robot Google’a odpowie za Ciebie! Zmartwychwstanie druku? "Newsweek" wraca w wersji papierowej Test: słuchawki AE2w Bose